sobota, 18 czerwca 2011

Brecon Beacons

Wzgórza Brecon Beacons
Brecon Beacons, widok z Pen-y-Fan


Poznawanie Brecon Beacons należy zostawić na zdecydowanie pogodny dzień. W pochmurno-deszczowy wycieczka nie ma sensu, bo dopiero po dotarciu na szczyt można zrozumieć, jakie widoki by nas ominęły.  Za drugim razem wycieczka się udała i mogliśmy podziwiać piękno Parku Narodowego w południowej Walii w pochmurny, choć nie deszczowy dzień. Zdarzyło się nawet zobaczyć dolinę w słonecznym świetle.
Wodospad w drodze na szczyt
Po zaparkowaniu auta przy drodze A470, zostawiliśmy je osamotnione  i podążyliśmy ścieżką. Na dzień dobry spotkaliśmy stado pojących się owiec.  Po wymianie paru z nimi beczących słów, zrobiliśmy kilka zdjęć przy wodospadzie i poszliśmy naprzód.

Ślady wydeptanych ścieżek

Im wyżej w  górę, tym bardziej wiało, a niesamowicie natomiast już na samym szczycie, gdzie co niektórzy próbowali  „latać”. Nie udało się, całe szczęście, bo spad był dość stromy.
W dole łańcuch sztucznie wytworzonych jezior

Po dotarciu na szczyt Pen-y-Fan, którego wysokość szacuje się na 886 m n.p.m. postanowiliśmy schodzić w kierunku jeziora położonego po zachodniej stronie szczytu.  Droga była lekka i pozwalała na podładowanie sił, co wykorzystaliśmy podczas wspinaczki na grzbiet po przeciwnej stronie wody.
Szczyt Pen-y-Fan
Po przekroczeniu wysokości tego sztucznego zbiornika kierowaliśmy się w górę, by grzbietem zbliżać się do Pen-y-Fan. W najmniej spodziewanym momencie pojawił się śmigłowiec, który w pierwszym momencie nas przeraził, ponieważ krążył nad szczytem, co sugerowało jakiś wypadek. Najprawdopodobniej były to ćwiczenia, bo parę razy minęliśmy umundurowanych żołnierzy z mapami w kieszeniach i kompasami w dłoniach.
Tama na jeziorze Upper Neuadd Reservoir
Podczas wędrówki grzbietem ogromnych sił kosztowała nas walka z wiatrem. Mięśnie powoli traciły moc i chcieliśmy już być na przełęczy, z której prowadziła powrotna droga do parkingu.
Ostatnie kroki na grzbiecie
Ja będę zawsze powtarzała, że schodzenie z gór jest o wiele przyjemniejsze niż wchodzenie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz